Łokieć tenisisty – nie trzeba grać w tenisa, żeby zaczął boleć

Historia pana Piotra, jego leczenia i nawrotu dolegliwości

Pan Piotr ma 44 lata. Prowadzi własną firmę, regularnie ćwiczy, w weekendy jeździ na rowerze, a większość domowych napraw wykonuje sam. Nie należy do osób, które łatwo rezygnują z aktywności z powodu bólu. Przeciwnie — zwykle próbuje przeczekać dolegliwości i funkcjonować tak, jakby nic się nie działo.

W tenisa nie grał nigdy.

Mimo to pewnego dnia zaczął odczuwać ból po zewnętrznej stronie prawego łokcia. Początkowo pojawiał się tylko podczas podnoszenia cięższych przedmiotów. Piotr uznał, że prawdopodobnie przeciążył rękę na treningu i problem sam minie.

Nie minął.

W ciągu kolejnych tygodni ból stopniowo narastał. W końcu przestał być jedynie drobną niedogodnością. Każde mocniejsze zaciśnięcie dłoni wywoływało przeszywające ukłucie w okolicy łokcia. Podniesienie czajnika, odkręcenie słoika, przesunięcie krzesła czy uścisk dłoni stały się wyraźnie nieprzyjemne.

„Najgorzej było rano. Budziłem się i już przy podnoszeniu kubka czułem ostry ból. W pracy starałem się nie pokazywać, że coś jest nie tak, ale pod koniec dnia właściwie bałem się mocniej chwycić cokolwiek prawą ręką.”

Piotr przez pewien czas próbował radzić sobie sam. Stosował maści, zimne okłady i ograniczył treningi. Nie przyniosło to jednak większej poprawy.

W końcu zgłosił się na wizytę.

„Doktorze, nie mogę sobie pozwolić na to, żeby przez następne trzy miesiące prawie nie używać ręki. Potrzebuję czegoś, co pozwoli mi szybko wrócić do działania.”

Dlaczego „łokieć tenisisty”, skoro pacjent nie gra w tenisa?

Nazwa tej choroby jest nieco myląca. Większość pacjentów z łokciem tenisisty nie ma z tenisem nic wspólnego.

Dolegliwości pojawiają się zwykle u osób, które często chwytają, podnoszą, wkręcają, tną, pracują narzędziami albo przez wiele godzin utrzymują dłoń i nadgarstek w podobnej pozycji. Problem może rozwinąć się również po remoncie, intensywnej pracy w ogrodzie, rozpoczęciu treningów siłowych lub nagłym zwiększeniu obciążenia ręki.

Łokieć tenisisty to potoczna nazwa tendinopatii bocznej części łokcia. Problem dotyczy przyczepu ścięgien mięśni prostujących nadgarstek i palce, przede wszystkim prostownika promieniowego krótkiego nadgarstka.

Przez wiele lat często posługiwano się określeniem „zapalenie nadkłykcia bocznego”. Dziś wiemy, że zazwyczaj nie mamy do czynienia z prostym, ostrym stanem zapalnym, który można całkowicie usunąć lekiem przeciwzapalnym.

Znacznie trafniej jest myśleć o łokciu tenisisty jako o przeciążeniu i zaburzeniu struktury ścięgna. Przez pewien czas otrzymywało ono więcej pracy, niż było w stanie bezpiecznie przenieść. Zaczęło boleć i utraciło część swojej tolerancji na obciążenie.

Nie oznacza to zazwyczaj, że ścięgno zostało całkowicie zerwane. Najczęściej nadal zachowuje ciągłość, ale gorzej radzi sobie z zadaniami, które wcześniej nie stanowiły problemu.

Pierwsza wizyta pana Piotra

Rozpoznanie łokcia tenisisty zwykle opiera się przede wszystkim na rozmowie z pacjentem i badaniu kończyny.

U Piotra ból można było bardzo dokładnie wywołać uciskiem po zewnętrznej stronie łokcia oraz podczas prostowania nadgarstka przeciwko oporowi. Mocne zaciśnięcie dłoni także wyraźnie nasilało dolegliwości.

Jednocześnie sprawdziłem ruchomość stawu, stabilność łokcia, siłę mięśniową, czucie w kończynie i stan kręgosłupa szyjnego. Ból po zewnętrznej stronie łokcia nie zawsze wynika bowiem z przeciążenia ścięgien. Czasami jego źródłem może być staw, nerw promieniowy, niestabilność łokcia albo problem w obrębie szyi.

U Piotra nie było drętwienia, blokowania stawu, znacznego ograniczenia ruchomości ani objawów neurologicznych. Nie doszło również do żadnego większego urazu. Obraz był typowy dla łokcia tenisisty.

„Czyli trzeba zrobić rezonans?”

Nie trzeba.

Przy charakterystycznych objawach badanie USG, zdjęcie rentgenowskie ani rezonans magnetyczny najczęściej nie są konieczne do postawienia rozpoznania. Diagnostykę obrazową warto rozważyć przede wszystkim wtedy, gdy dolegliwości są nietypowe, wystąpił uraz, staw się blokuje, traci ruchomość albo odpowiednio długo prowadzone leczenie nie przynosi oczekiwanej poprawy.

Bardzo nasilony ból zmienił plan pierwszego leczenia

U części pacjentów dolegliwości są umiarkowane. Ręka boli podczas cięższej pracy, ale codzienne funkcjonowanie pozostaje możliwe. W takiej sytuacji można od razu skupić się na modyfikacji obciążeń i odpowiednio dobranym programie rehabilitacji.

U Piotra sytuacja wyglądała inaczej.

Ból był na tyle nasilony, że utrudniał mu pracę, prowadzenie samochodu, sen i wykonywanie najprostszych czynności. Każda próba ćwiczeń szybko kończyła się znacznym nasileniem dolegliwości.

Piotr był również osobą bardzo aktywną. Czas powrotu do sprawności miał dla niego duże znaczenie. Nie oczekiwał cudownego wyleczenia jednym zastrzykiem, ale potrzebował szybkiego ograniczenia bólu, aby móc funkcjonować i rozpocząć właściwe leczenie.

Po omówieniu możliwości zdecydowaliśmy się na podanie niewielkiej dawki glikokortykosteroidu z lekiem miejscowo znieczulającym w okolicę bolesnego przyczepu.

„Rozumiem, że to nie naprawi ścięgna?”

Dokładnie tak.

Piotr od początku wiedział, że blokada jest przede wszystkim leczeniem objawowym. Jej zadaniem było szybko ograniczyć bardzo nasilony ból, a nie odbudować wytrzymałość ścięgna ani usunąć przyczynę przeciążenia.

Zastrzyk miał stworzyć pewne „okno możliwości” — czas, w którym pacjent będzie mógł normalniej używać ręki, rozpocząć ćwiczenia i wprowadzić potrzebne zmiany w codziennym funkcjonowaniu.

Czy blokady należy się bać?

Wokół zastrzyków ze sterydem narosło wiele sprzecznych opinii. Jedni przedstawiają blokadę jako niemal obowiązkowy element leczenia. Inni opisują ją jako metodę, której należy bezwzględnie unikać.

Rzeczywistość jest bardziej złożona.

Blokada sterydowa może bardzo skutecznie i szybko zmniejszyć ból. Dla pacjenta, który nie może spać, pracować, podnieść kubka albo rozpocząć rehabilitacji, taka poprawa ma realne znaczenie.

Jednocześnie steryd nie poprawia długoterminowo wytrzymałości ścięgna. Podany wielokrotnie lub zastosowany bez dalszej rehabilitacji może również niekorzystnie wpływać na jego strukturę. Badania pokazują, że po początkowo bardzo dobrej odpowiedzi część pacjentów doświadcza nawrotu dolegliwości.

Nie oznacza to jednak, że pojedyncza, właściwie zakwalifikowana blokada jest błędem albo niebezpiecznym leczeniem. Jest narzędziem, które może mieć swoje uzasadnione miejsce — szczególnie wtedy, gdy ból jest bardzo silny i uniemożliwia codzienne funkcjonowanie.

Warunkiem jest uczciwe wyjaśnienie pacjentowi, czego można oczekiwać.

Blokada nie powinna być przedstawiana jako ostateczne wyleczenie łokcia tenisisty. Nie zastępuje stopniowego obciążania ścięgna, zmiany sposobu pracy ani rehabilitacji. Nie powinna być również bezrefleksyjnie powtarzana przy każdym nawrocie bólu.

U Piotra zastosowaliśmy ją świadomie — jako element szerszego planu, a nie jako cały plan leczenia.

Ulga przyszła szybko, ale to był dopiero początek

Przez pierwszą dobę po zabiegu Piotr oszczędzał rękę. Po kilku dniach ból wyraźnie się zmniejszył. Mógł spokojniej prowadzić samochód, pracować przy komputerze i wykonywać podstawowe codzienne czynności.

„Po tygodniu prawie zapomniałem, że mam chory łokieć. I chyba wtedy najłatwiej było popełnić błąd.”

Rzeczywiście. Szybkie ustąpienie bólu może stworzyć złudne wrażenie, że ścięgno zostało całkowicie wyleczone.

Tymczasem zmniejszenie dolegliwości nie oznacza jeszcze odzyskania pełnej wytrzymałości. Gdyby Piotr natychmiast wrócił do intensywnego treningu i pracy narzędziami, łatwo mógłby ponownie przeciążyć rękę.

Dlatego jeszcze przed wykonaniem blokady ustaliliśmy, że po zmniejszeniu bólu rozpocznie rehabilitację.

Nie chodziło o całkowite oszczędzanie ręki

Pierwszym elementem leczenia była modyfikacja obciążeń.

Nie zalecałem Piotrowi całkowitego unieruchomienia ręki ani rezygnacji ze wszystkich aktywności. Ścięgno potrzebuje ruchu i pracy, aby odzyskać swoją wytrzymałość. Problem polegał na tym, że wcześniej otrzymywało ono zbyt duże obciążenie w stosunku do aktualnych możliwości.

Piotr przez pewien czas ograniczył czynności najsilniej prowokujące ból. Cięższe przedmioty podnosił oburącz, nie nosił długo torby w jednej ręce, robił przerwy podczas pracy przy komputerze i zmienił ustawienie myszki.

Wstrzymał również ćwiczenia siłowe wymagające mocnego zaciskania dłoni. Nie oznaczało to jednak całkowitego zakazu treningu. Nadal mógł wykonywać aktywności, które nie nasilały wyraźnie dolegliwości.

Doraźnie stosował miejscowy lek przeciwzapalny. U części pacjentów pomocna może być również opaska zakładana na przedramię albo czasowa orteza nadgarstka. Takie rozwiązania czasami zmniejszają ból podczas pracy, ale nie leczą samego ścięgna i nie powinny zastępować ćwiczeń.

Ćwiczenia, które miały odbudować wytrzymałość ścięgna

Po zmniejszeniu bólu Piotr rozpoczął stopniowe obciążanie mięśni przedramienia.

Na początku wykonywał proste ćwiczenia izometryczne. Mięśnie pracowały, ale nadgarstek pozostawał niemal nieruchomy. Napięcie utrzymywał przez kilkadziesiąt sekund, bez wywoływania ostrego bólu.

Następnie dołączyliśmy powolne ćwiczenia z niewielkim obciążeniem. Przedramię leżało na stole, dłoń znajdowała się poza jego krawędzią, a nadgarstek wykonywał kontrolowany ruch unoszenia i opuszczania.

Początkowo obciążeniem była mała butelka wody. Z czasem stopniowo zwiększaliśmy ciężar, liczbę powtórzeń oraz zakres ćwiczeń.

Niewielki dyskomfort podczas rehabilitacji nie musi oznaczać, że dochodzi do kolejnego uszkodzenia. Ćwiczenia nie powinny jednak powodować ostrego bólu ani znacznego pogorszenia utrzymującego się następnego dnia.

Najważniejsza była regularność. Nie pojedynczy intensywny trening, ale powtarzane przez kolejne tygodnie ćwiczenia o stopniowo zwiększanym poziomie trudności.

„Zastrzyk sprawił, że mogłem zacząć ćwiczyć. Ale dopiero ćwiczenia sprawiły, że ręka znowu stała się mocna.”

Powrót do aktywności

Po około dwóch tygodniach Piotr funkcjonował w codziennym życiu niemal bez bólu. Po sześciu tygodniach wrócił do większości ćwiczeń, choć nadal unikał gwałtownego zwiększania ciężarów.

Po około trzech miesiącach nie odczuwał już istotnych ograniczeń. Wrócił do treningów, pracy i jazdy na rowerze.

W tym momencie bardzo łatwo byłoby uznać temat za zamknięty.

„Skoro nie boli, to chyba mogę odstawić ćwiczenia?”

Brak bólu to ważny cel, ale nie zawsze oznacza pełne odzyskanie tolerancji na obciążenie. Dlatego Piotr jeszcze przez pewien czas kontynuował ćwiczenia wzmacniające i stopniowo zwiększał intensywność treningów.

Przez kilka kolejnych miesięcy łokieć nie sprawiał mu problemu.

Dziewięć miesięcy później dolegliwości wróciły

Piotr pojawił się ponownie po niemal roku.

W weekend pomagał znajomym przy remoncie. Przez dwa dni wiercił, ciął, skręcał meble i przenosił materiały. W poniedziałek rano ból po zewnętrznej stronie łokcia wrócił.

„Przez kilka miesięcy było naprawdę dobrze. Wystarczył jeden intensywny weekend i znowu nie mogłem podnieść czajnika.”

Czy oznaczało to, że pierwsze leczenie nie zadziałało?

Nie.

Piotr przez wiele miesięcy funkcjonował bez ograniczeń. Ścięgno odzyskało zdolność do codziennej pracy i regularnych treningów. W ciągu dwóch dni otrzymało jednak obciążenie znacznie większe niż to, do którego było w ostatnim czasie przygotowane.

Nawet zdrowe tkanki mają określoną wytrzymałość. Nagły skok intensywności pracy jest częstą przyczyną ponownego wystąpienia bólu.

Tym razem Piotr od razu rozpoczął znane sobie ćwiczenia. Problem polegał na tym, że wrócił do obciążeń, na których zakończył poprzednią rehabilitację.

„Pomyślałem, że skoro wcześniej ćwiczyłem z trzema kilogramami, to teraz też powinienem zacząć od trzech.”

Obolałe ścięgno nie było jednak gotowe na taki poziom pracy. Obciążenie musieliśmy ponownie zmniejszyć i dostosować do aktualnego stanu ręki.

Tym razem nie powtórzyliśmy od razu blokady

Piotr zapytał, czy najlepiej byłoby ponownie podać steryd.

Nie wykluczałem całkowicie takiej możliwości. Wiedzieliśmy jednak, że poprzednia blokada spełniła swoje zadanie: szybko zmniejszyła bardzo nasilony ból i pozwoliła rozpocząć leczenie. Teraz sytuacja była nieco inna.

Dolegliwości były uciążliwe, ale Piotr mógł już wykonywać ćwiczenia. Nie chciałem również tworzyć schematu, w którym każdy kolejny nawrót kończy się kolejnym zastrzykiem ze sterydu.

Dlatego ponownie rozpoczęliśmy leczenie zachowawcze — modyfikację aktywności oraz progresywne wzmacnianie przedramienia.

Tym razem poprawa była jednak znacznie wolniejsza. Po ponad trzech miesiącach właściwie prowadzonej rehabilitacji Piotr nadal odczuwał wyraźny ból podczas mocniejszego chwytania i pracy narzędziami.

Czy teraz potrzebne było USG?

Przy przedłużających się lub nawracających dolegliwościach warto ponownie zweryfikować rozpoznanie.

Wykonaliśmy badanie USG. Wykazało ono zmiany tendinopatyczne w obrębie przyczepu prostowników, bez dużego przerwania ścięgna.

Samo USG nie było „dowodem”, że łokieć musi boleć. Zmiany w obrazie ścięgien mogą występować również u osób bez dolegliwości. Wynik badania zawsze należy interpretować razem z objawami i badaniem klinicznym.

W tym przypadku USG pomogło jednak wykluczyć większe uszkodzenie i zaplanować dalsze postępowanie.

Drugi etap leczenia – osocze bogatopłytkowe

Po rozmowie o dostępnych możliwościach Piotr zdecydował się na iniekcję osocza bogatopłytkowego, czyli PRP.

Podczas zabiegu pobiera się niewielką ilość krwi pacjenta, a następnie odpowiednio ją odwirowuje. Uzyskany preparat zawierający skoncentrowane płytki krwi podaje się w okolicę chorobowo zmienionego ścięgna. Zabieg można przeprowadzić pod kontrolą USG, co pozwala precyzyjnie dotrzeć do wybranego miejsca.

PRP nie jest jednak cudownym klejem do ścięgien. Nie odbudowuje tkanki w kilka dni i nie zwalnia pacjenta z rehabilitacji.

Dowody dotyczące jego skuteczności pozostają niejednoznaczne. Niektóre badania wskazują na korzystny efekt w dalszej obserwacji. Inne nie wykazują istotnej przewagi nad placebo. Wiele zależy również od sposobu przygotowania preparatu, techniki podania, czasu trwania dolegliwości oraz właściwej kwalifikacji pacjenta.

Nie można więc obiecywać, że PRP na pewno pomoże.

„Rozumiem, że nie daje mi pan gwarancji. Chcę jednak spróbować, skoro przez kilka miesięcy naprawdę uczciwie wykonywałem ćwiczenia.”

Piotr wiedział również, że zastrzyk nie zastępuje rehabilitacji.

Po zabiegu przez krótki czas ograniczył większe obciążenia. Następnie ponownie rozpoczął stopniowy program ćwiczeń. Nie czekaliśmy biernie, aż „osocze samo naprawi ścięgno”. Nadal najważniejsze było odbudowanie jego wytrzymałości.

Tym razem poprawa była powolna

Po dwóch tygodniach Piotr nie odczuwał jeszcze istotnej różnicy.

„Po pierwszej blokadzie poprawa była niemal natychmiastowa. Teraz zacząłem się zastanawiać, czy ten zabieg w ogóle zadziałał.”

PRP nie działa jak lek miejscowo znieczulający ani steryd. Ewentualnej poprawy oczekuje się raczej w kolejnych tygodniach i miesiącach, a nie następnego dnia.

Po sześciu tygodniach ból zaczął się zmniejszać. Po trzech miesiącach Piotr wrócił do większości obowiązków. Tym razem przed dłuższą pracą narzędziami wykonywał krótką rozgrzewkę, regularnie wzmacniał przedramię i dzielił większe zadania na etapy.

Czy poprawę spowodowało samo PRP?

Nie można tego stwierdzić z całkowitą pewnością. Mogła wynikać z zabiegu, ponownie dobrze prowadzonej rehabilitacji, naturalnego przebiegu choroby albo połączenia wszystkich tych elementów.

Uczciwa medycyna czasami wymaga powiedzenia pacjentowi: „Ta metoda może pomóc, ale nie potrafię tego zagwarantować”. To lepsze niż składanie efektownych obietnic bez pokrycia.

Dlaczego łokieć tenisisty nawraca?

Nawrót dolegliwości nie zawsze oznacza nowe uszkodzenie albo zerwanie ścięgna.

Znacznie częściej dochodzi do ponownego przekroczenia jego aktualnej tolerancji na obciążenie.

Może się to wydarzyć po remoncie, powrocie do treningów, długiej pracy w ogrodzie, zmianie obowiązków zawodowych albo kilku dniach intensywnego używania narzędzi.

Czasami pacjent przestaje wykonywać ćwiczenia natychmiast po ustąpieniu bólu, mimo że siła przedramienia nie wróciła jeszcze do wcześniejszego poziomu. Innym razem wraca do aktywności zbyt szybko, próbując w ciągu kilku dni nadrobić wiele tygodni przerwy.

Najlepszym zabezpieczeniem przed nawrotem nie jest całkowite oszczędzanie ręki. Jest nim stopniowe przygotowanie jej do obciążeń, z którymi ma radzić sobie w pracy, sporcie i codziennym życiu.

Czy istnieje jedna najlepsza metoda leczenia?

Łokieć tenisisty może mieć różny przebieg. U jednej osoby dolegliwości są łagodne i ustępują po modyfikacji aktywności oraz ćwiczeniach. U innej ból jest tak silny, że uniemożliwia rozpoczęcie rehabilitacji i wymaga szybkiego leczenia objawowego.

Dlatego nie istnieje jeden schemat odpowiedni dla każdego pacjenta.

W leczeniu można wykorzystywać między innymi:

  • odpowiednią zmianę obciążeń,
  • ćwiczenia wzmacniające,
  • fizjoterapię,
  • czasowe stosowanie opaski lub ortezy,
  • leki przeciwbólowe i przeciwzapalne,
  • blokadę sterydową w odpowiednio dobranych przypadkach,
  • PRP,
  • suche igłowanie,
  • terapię falą uderzeniową,
  • inne zabiegi wykonywane pod kontrolą USG.

Nie każda z tych metod ma jednak tak samo mocne potwierdzenie naukowe. Nie każda będzie również potrzebna konkretnej osobie.

Najważniejsze jest ustalenie, co najbardziej ogranicza pacjenta na danym etapie choroby. Czasami będzie to bardzo nasilony ból. Czasami osłabienie przedramienia. Innym razem brak poprawy pomimo dobrze prowadzonego leczenia.

Co z operacją?

Operację w łokciu tenisisty rozważa się rzadko.

Może być brana pod uwagę u osób z długotrwałymi, znacznymi dolegliwościami, po ponownym potwierdzeniu rozpoznania i wyczerpaniu rozsądnych metod leczenia zachowawczego.

Nawet w takich przypadkach decyzja nie powinna być automatyczna. Wyniki badań dotyczących skuteczności leczenia operacyjnego nie są jednoznaczne, a część pacjentów poprawia się z czasem bez zabiegu.

Zanim zaczniemy mówić o operacji, warto upewnić się, że rzeczywiście leczymy łokieć tenisisty, rehabilitacja była prowadzona odpowiednio długo, a program ćwiczeń został właściwie dobrany i stopniowo zwiększany.

Kiedy ból łokcia wymaga szybszej konsultacji?

Typowy łokieć tenisisty zwykle rozwija się stopniowo. Nie powoduje dużego obrzęku, gorączki ani znacznej utraty ruchomości stawu.

Warto szybciej zgłosić się do lekarza, gdy:

  • ból pojawił się po większym urazie,
  • łokieć jest wyraźnie obrzęknięty, gorący lub zaczerwieniony,
  • staw zaczyna się blokować,
  • nie można go swobodnie zgiąć lub wyprostować,
  • pojawia się drętwienie ręki,
  • występuje wyraźne osłabienie mięśni,
  • ból spoczynkowy lub nocny stale się nasila,
  • dolegliwości nie zmniejszają się mimo odpowiednio prowadzonego leczenia.

Najważniejsza lekcja z historii pana Piotra

Łokieć tenisisty nie zawsze wymaga zastrzyku. Nie oznacza to jednak, że blokada nigdy nie jest przydatna.

U pana Piotra ból był tak silny, że utrudniał mu pracę, sen i rozpoczęcie rehabilitacji. Jednorazowa blokada pozwoliła szybko opanować dolegliwości i stworzyła warunki do dalszego leczenia.

Nie była jednak końcem terapii.

Dopiero zmiana obciążeń, regularne ćwiczenia i stopniowa odbudowa siły przedramienia pozwoliły mu wrócić do aktywności. Kiedy po kilku miesiącach doszło do nawrotu, nie powtarzaliśmy automatycznie tej samej metody. Ponownie oceniliśmy problem i dostosowaliśmy leczenie do nowej sytuacji.

„Za pierwszym razem chciałem przede wszystkim, żeby przestało boleć. Dopiero później zrozumiałem, że brak bólu i wytrzymałe ścięgno to nie zawsze dokładnie to samo.”

To chyba najważniejsze zdanie w całej historii.

Skuteczne leczenie łokcia tenisisty rzadko polega na jednej cudownej metodzie. Najczęściej jest połączeniem świadomego ograniczenia przeciążeń, dobrze dobranej rehabilitacji, cierpliwego powrotu do aktywności oraz — w wybranych przypadkach — zabiegu, który pomaga opanować ból lub wesprzeć dalsze leczenie.


Historia pana Piotra jest fikcyjna, ale została stworzona na podstawie typowych doświadczeń pacjentów z tendinopatią bocznej części łokcia. Opis nie zastępuje indywidualnego badania, kwalifikacji do zabiegu ani doboru leczenia do konkretnej osoby.

Bibliografia

  1. Singh H.P. i wsp. BESS patient care pathway: Tennis elbow. Shoulder & Elbow. 2023;15(4):348–359.
  2. Lucado A.M. i wsp. Lateral Elbow Pain and Muscle Function Impairments: Clinical Practice Guidelines. Journal of Orthopaedic & Sports Physical Therapy. 2022;52(12)–CPG111.
  3. Coombes B.K. i wsp. Effect of Corticosteroid Injection, Physiotherapy, or Both on Clinical Outcomes in Patients With Unilateral Lateral Epicondylalgia. JAMA. 2013;309(5):461–469.
  4. Linnanmäki L. i wsp. Platelet-rich Plasma or Autologous Blood Do Not Reduce Pain or Improve Function in Patients with Lateral Epicondylitis: A Randomized Controlled Trial. Clinical Orthopaedics and Related Research. 2020;478(8):1892–1900.
  5. Kroslak M., Murrell G.A.C. Surgical Treatment of Lateral Epicondylitis: A Prospective, Randomized, Double-Blinded, Placebo-Controlled Clinical Trial. American Journal of Sports Medicine. 2018;46(5):1106–1113.

Ostatnie wpisy

Zapoznaj się z artykułami i poradami dotyczącymi zdrowia układu ruchu, leczenia oraz profilaktyki.

Operacja palucha koślawego bez tajemnic – jak dobieramy metodę i jak wygląda leczenie Chevron i Akin?

Paluch koślawy – kiedy staje się problemem zdrowotnym?

Zespół cieśni nadgarstka – kiedy drętwienie ręki przestaje być błahostką?

Przewijanie do góry